Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 29

Rozdzia� 29



    - Je�li pozwolisz. Bob - m�wi Sigfrid - chcia�bym sprawdzi� co� u ciebie, zanim przestawisz mnie na pasywn� procedur� wyj�ciow�.
    Spr�am si�, skurczybyk odczytuje moje my�li. - Widz� - dodaje natychmiast - �e wykazujesz pewne oznaki niepokoju. To w�a�nie chcia�bym zbada�.
    Nie do wiary, ale sam pr�buj� oszcz�dza� jego uczucia. Czasami zapominam, �e jest tylko maszyn�. - Nie s�dzi�em, �e zanotowa�e� moje polecenie - przepraszam go.
    - Oczywi�cie, �e tak. Kiedy podajesz mi odpowiedni rozkaz, jestem pos�uszny, ale nigdy nie wyda�e� mi polecenia, bym si� wstrzyma� od zapisu i kojarzenia danych. Przypuszczam wi�c, �e takiego rozkazu po prostu nie znasz.
    - Masz racj�.
    - Nie widz� powodu, dla kt�rego nie mia�by� mie� dost�pu do posiadanych przeze mnie informacji. Nie pr�bowa�em w to ingerowa�, a� do chwili obecnej...
    - A mog�e�?
    - Moje mo�liwo�ci - m�wi Sigfrid - pozwalaj� mi na sygnalizowanie zastosowania instrukcji rozkazowej prze�o�onym. Nigdy jednak tego nie robi�em.
    - Dlaczego nie? - To pud�o �elastwa zadziwia mnie. Wszystko to jest dla mnie nowe.
    - Jak ju� m�wi�em, nie by�o powodu. Najwyra�niej jednak pr�bujesz odwlec konfrontacj�, chcia�bym ci wi�c powiedzie�, na czym polega taka konfrontacja. A wtedy sam podejmiesz decyzj�.
    - A, cholera - zrzucam przytrzymuj�ce mnie pasy i siadam. - Mog� zapali�? - Wiem jaka b�dzie odpowied�, ale ponownie mnie zaskakuje.
    - W tej sytuacji - prosz� bardzo. Je�li potrzebujesz reduktora napi�cia - zgoda. Mog� nawet ci poda� �agodny �rodek uspokajaj�cy.
    J�kn��em z podziwu przypalaj�c papierosa. Z�apa�em si� na tym, �e chcia�em nawet pocz�stowa� Sigfrida. - No dobra. Niech ju� b�dzie.
    Sigfrid wstaje, rozprostowuje nogi i rusza w stron� wygodniejszego fotela. Nawet nie wiedzia�em, �e co� takiego potrafi. - Usi�uj� ci� uspokoi�, Bob - m�wi - i jestem pewien, �e to dostrzegasz. Najpierw powiem ci co� o moich mo�liwo�ciach, jak te� i twoich, kt�rych, jak s�dz�, sam nie znasz. Jestem w stanie dostarczy� ci informacji o ka�dym z moich klient�w. To jest, nie tylko tych, kt�rzy korzystali z tej ko�c�wki.
    - Nie rozumiem, co to znaczy - wtr�cam w momencie, kiedy przerywa na chwil�.
    - S�dz�, �e rozumiesz. Lub zrozumiesz, je�li tylko zechcesz. Wa�niejsze jednak�e pytanie dotyczy wspomnie�, kt�re usi�ujesz st�umi�. Wydaje mi si�, �e powiniene� si� od nich uwolni�. Zastanawia�em si� nad zastosowaniem lekkiej hipnozy czy �rodk�w uspokajaj�cych, a nawet nad propozycj�, by w jednym z naszych spotka� uczestniczy� ludzki analityk. Wszystko to oczywi�cie jest do twojej dyspozycji. Zaobserwowa�em jednak�e, �e w czasie rozm�w o tym, co odbierasz jako obiektywn� rzeczywisto��, czujesz si� wzgl�dnie swobodnie. Gorzej natomiast jest z internalizacj� owej rzeczywisto�ci. Dlatego te� - pos�uguj�c si� tymi terminami - chcia�bym porozmawia� z tob� o pewnym zdarzeniu.
    Uwa�nie strzepuj� popi� z papierosa. Ma pod tym wzgl�dem zupe�n� racj� - tak d�ugo, jak nasza rozmowa dotyczy spraw abstrakcyjnych i bezosobowych, mog� m�wi� o wszystkim. - Co masz na my�li, Sigfrid?
    - Twoj� ostatni� wypraw�. Pozw�l, �e przypomn� ci pewne fakty...
    - Chryste, Sigfrid!
    - Wiem, �e twoim zdaniem pami�tasz je doskonale - m�wi interpretuj�c dok�adnie moje my�li - i w tym uk�adzie nie s�dz�, �eby� musia� do tych spraw wraca�. Szczeg�lny charakter tego epizodu polega na tym, i� w nim w�a�nie skupi�y si� twoje wewn�trzne niepokoje. Twoje przera�enie. Sk�onno�ci homoseksualne...
    - No,no!
    - ...kt�re wprawdzie nie dominuj� w twoim zachowaniu seksualnym, ale s� �r�d�em wi�kszego stresu ni� powinny. Twoje uczucie do matki. Olbrzymi ci�ar winy, kt�ry na�o�y�e� na siebie. A przede wszystkim ta kobieta, Gelle-Klara Moyniin. W�a�nie te sprawy bezustannie powracaj� w swoich snach, chocia� nie zawsze je rozpoznajesz. I r�wnie� pojawiaj� si� w tym jednym konkretnym epizodzie.
    Gasz� papierosa i nagle zdaj� sobie spraw�, �e pali�em dwa na raz. - Nie widz� w tym �adnego zwi�zku z moj� matk� - m�wi� w ko�cu.
    - Nie widzisz? - Hologram, kt�ry nazywam Sigfridem von Psychem, odwraca si� w stron� rogu pokoju. - Co� ci poka�� - teatralnym gestem podnosi r�k� i wtedy pojawia si� tam kobieca posta�. Obraz nie jest zbyt ostry, ale widz�, �e ta kobieta, jest m�oda, szczup�a i kaszl�c zakrywa usta d�oni�.
    - Nie jest za bardzo podobna do mojej matki - protestuj�.
    - Czy�by?
    - Niech ci b�dzie - stwierdzam uprzejmie. - Przypuszczam, �e zrobi�e� to najlepiej, jak potrafi�e�. W ko�cu dysponowa�e� jedynie opisem podanym przeze mnie.
    - Hologram - zauwa�a Sigfrid do�� �agodnie - powsta� na podstawie rysopisu Susie Hereiry, kt�ry mi poda�e�.
    Zapalam kolejnego papierosa, nie bez trudu zreszt�, poniewa� drz� mi r�ce. - Moje gratulacje - m�wi� z podziwem. - Oczywi�cie - czuj� nagle narastaj�cy gniew - Susie by�a, m�j Bo�e, tylko dzieckiem. To znaczy widz� teraz pewne podobie�stwo, ale wiek si� nie zgadza.
    - Ile lat mia�a twoja matka, kiedy by�e� dzieckiem? - pyta Sigfrid.
    - By�a bardzo m�oda, i nawet, je�li chodzi o �cis�o�� - dodaj� po chwili - wygl�da�a m�odo jak na sw�j wiek.
    Sigfrid pozwala mi na kr�tk� chwil� milczenia, po czym ponownie macha r�k� i obraz znika, i nagle przed nami pojawiaj� si� z��czone l�downikami Pi�tki, za kt�rymi jest...
    - O m�j Bo�e, Sigfrid!
    Czeka przez moment.
    Je�li o mnie chodzi, to mo�e sobie tak czeka� w niesko�czono��. Po prostu nie wiem, co mam powiedzie�. To nie boli, ale jestem ca�y sparali�owany. Nie mog� zdoby� si� na �adne s�owo, na �aden gest.
    - Obraz przed nami - m�wi �agodnym przyjemnym g�osem - przedstawia dwa statki twojej wyprawy w pobli�u obiektu SAG YY. To czarna dziura, a dok�adniej osobliwo�� w stanie niezwykle szybkiego obrotu.
    - Dobrze wiem, co to jest, Sigfrid.
    - Nie w�tpi�. Ze wzgl�du na obr�t, pr�dko�� ruchu post�powego tego, co okre�la si� mianem progu zdarze� lub nieci�g�o�ci� Schwarzschilda, przekracza pr�dko�� �wiat�a, tote� sam obiekt nie jest w zasadzie ca�kowicie czarny; w rzeczywisto�ci mo�na go zaobserwowa� dzi�ki promieniowaniu Czerenkowa. Ze wzgl�du na dokonane przez was pomiary przyznano waszej ekspedycji dziesi�cipmilionow� premi� poza uzgodnion� przedtem sum�, co wraz z pewnymi mniejszymi dochodami stanowi podstaw� twojej obecnej fortuny.
    - I to wiem, Sigfrid. Cisza.
    - Czy m�g�by� mi powiedzie�, co jeszcze wiesz na ten temat. Bob? Cisza.
    - Nie jestem pewien, czy b�d� w stanie - odpowiadam.
    Cisza.
    Nawet mnie nie ponagla. Doskonale wie bowiem, �e nie musi. Ja sam chcia�bym przej�� przez to id�c w kierunku, kt�ry mi wskaza�. Jest co� o czym nie mog� m�wi�, co�, co mnie przera�a, ale wok� tego newralgicznego punktu znajduje si� obszar, po kt�rym mog� si� swobodnie porusza� i to jest w�a�nie obiektywna rzeczywisto��.
    - Nie mam poj�cia, na ile znasz si� na tych zjawiskach? - pytam.
    - Po prostu powiedz to, co uwa�asz, �e powinienem wiedzie�. Gasz� niedopalonego papierosa i si�gam po nast�pnego - Dobrze wiemy - zaczynam - �e gdyby� chcia�, m�g�by� znale�� dok�adniejsze i pe�niejsze informacje w jakimkolwiek banku danych, no, ale niech tam... Czarne dziury, to po prostu pu�apki. Za�amuj� �wiat�o. Za�amuj� czas. Kiedy si� tam znajdziesz, nie ma ju� wyj�cia. Tyle...
    - Mo�esz p�aka�, je�li ci to pomaga - m�wi po chwili, i nagle zdaj� sobie spraw�, �e w�a�nie to robi�.
    - O Bo�e! - wycieram nos w jedn� z tych chusteczek, kt�re zawsze trzyma w pogotowiu obok materaca. Czeka.
    - Tyle, �e ja si� stamt�d wydosta�em.
    I w tym momencie Sigfrid robi co�, czego si� nigdy po nim nie spodziewa�em: pozwala sobie na dowcip. - Faktycznie, skoro tu ju� jeste�.
    - Czuj� si� cholernie wyczerpany - m�wi�.
    - To zrozumia�e. Bob.
    - Chcia�bym si� czego� napi�.
    Trzask. - W otwartym barku za tob� - zach�ca Sigfrid - znajdziesz



UWAGI O SYSTEMIE �YWIENIA



    Pytanie: Co jedli Heechowie?
    Profesor Hegramet: Mniej wi�cej to samo, co my, czyli wszystko. Wydaje mi �le, �e byli wszystko�erni i jedli to, co uda�o im si� zdoby�. Tak naprawd� jednak nie wiemy niczego konkretnego o ich po�ywieniu, mo�na tylko co� wywnioskowa� z lot�w skorupowych.
    Pytanie: A co to takiego?
    Profesor Hegramet: Co najmniej cztery zarejestrowane wyprawy nie dotar�y do �adnej innej gwiazdy, cho� wyra�nie opu�ci�y nasz system s�oneczny. Dotar�y tam, gdzie znajduje si� skorupa komet, no wiecie, w odleg�o�ci jakie� p� roku �wietlnego. Loty te uznano za nieudane, cho� ja si� z taka ocena nie zgadzam. Nak�aniam nawet Korporacj�, by przyznano im premie naukowe. Trzy wyprawy zako�czy�y si� w chmurach meteor�w. Czwarta dotar�a do komety oddalonej o setki j. a. Chmury meteor�w stanowi�, jak wiemy, przewa�nie pozosta�o�� starej, wygas�ej komety.
    Pytanie: Czy chcesz powiedzie�, �e Heechowie jedli komety?
    Profesor Hegramet: �e jedli to, z czego komety s� zbudowane. To znaczy w�giel, tlen, azot, wod�r, a wi�c dok�adnie to samo co jad�e� dzisiaj na �niadanie. My�l�, �e komety mog�y stanowi� surowiec do produkcji po�ywienia. Jeden z tych lot�w skorupowych by� mo�e odkryje nam pewnego dnia fabryk� �ywno�ci Heech�w. A wtedy - miejmy nadziej� - rozwi�zany zostanie problem g�odu.




    ca�kiem niez�e sherry. Niestety, nie jest z winogron, s�u�ba medyczna nie op�ywa w luksusy. Jestem pewien jednak, �e nie rozpoznasz jego gazowego pochodzenia. A poza tym ma w sobie kropelk� tetrahydro-cannabinolu na uspokojenie.
    - O Bo�e! - m�wi� wyczerpawszy ju� zapas sposob�w wyra�ania zdumienia. Sherry jest dok�adnie taka, jak powiedzia�, i czuj� jak jej ciep�o powoli rozlewa si� po moim ciele.
    - No dobra - odstawiam kieliszek. - Kiedy wr�ci�em na Gateway, wyprawa uwa�ana by�a za zaginion�. Mieli�my ponad rok op�nienia. A to dlatego, �e byli�my prawie wewn�trz tego wszystkiego. Czy wiesz, co to jest kurczenie si� czasu? Zreszt� niewa�ne. To retoryczne pytanie - dodaj�, zanim zd��y� odpowiedzie�. - To, co nam si� przytrafi�o, to w�a�nie kurczenie si� czasu. W pobli�u tego osobliwego zjawiska na trafia si� na paradoks bli�niaczy. To, co dla nas nie trwa�o d�u�ej ni� kwadrans, stanowi�o prawie rok czasu zegarowego na Gateway czy te� gdziekolwiek indziej w �wiecie nierelatywistycznym. A tak�e... Bior� nast�pnego drinka i zbieram si� na odwag�.
    - A tak�e im dalej w g��b, tym wolniej. Troch� bli�ej i te pi�tna�cie minut przemieni�oby si� w dziesi�� lat. Jeszcze bli�ej i by�by ju� ca�y wiek. Nieszcz�cie by�o tak blisko. Byli�my ju� prawie w pu�apce. Wszyscy... Ale ja si� wydosta�em.
    Przypominam sobie o czym� i spogl�dam na zegarek. - Skoro ju� m�wimy o czasie, to moja godzina min�a pi�� minut temu!
    - Nie mam ju� dzisiaj �adnych pacjent�w.
    - Co? - wytrzeszczam oczy.
    - Odwo�a�em wszystkie wizyty - dodaje �agodnie. Mimo, �e nie m�wi� jeszcze raz "O, Bo�e", w�a�nie to tylko przychodzi mi do g�owy.
    - Przypierasz mnie do muru, Sigfrid - rzucam ze z�o�ci�.
    - Wcale nie musisz zosta� d�u�ej. Chcia�bym jednak, �eby� wiedzia�, �e taka mo�liwo�� istnieje. Zastanawiam si� przez moment.
    - Jeste� kup� z�omu - m�wi�. - No dobra. Jak widzisz, nie mieli�my najmniejszej szansy wydosta� si� ca�� grup�. Nasze statki tkwi�y uwi�zione w miejscu, z kt�rego nie by�o ju� powrotu. Danny A., to by� dopiero ostry zawodnik. Zna� wszystkie luki w prawach rz�dz�cych czarnymi dziurami. Jako grupa nie mieli�my �adnych szans.
    Ale nie byli�my jedn� grup�! Przybyli�my w dw�ch statkach! I gdyby w jaki� spos�b uda�o nam si� przenie�� przyspieszenie z jednego systemu na drugi, to znaczy, gdyby pierwszy statek zosta� wstrzelony w dziur�, drugi, odbijaj�c si� od jego przy�pieszenia, m�g�by si� uwolni�!
    Zapada d�ugie milczenie.
    - Nalej sobie drugiego drinka. Bob - m�wi Sigfrid z trosk� w g�osie. - Oczywi�cie, kiedy ju� sko�czysz p�aka�.



Strona g��wna     Indeks